niedziela, 13 października 2013

Tajemniczy Ogród

Moja mama na pewno podsumowałaby mój weekend stwierdzeniem, że nic konstruktywnego nie robię, tylko szlifuję bruki. Dużo się nie pomyliła. Tak się bowiem złożyło, że na sobotę i niedzielę przypadły dwa, osobne i niezależne, spacery po Jeżycach. O wczorajszej inicjatywie PoPoznaniu.pl możecie przeczytać w poprzednim poście. Dziś będzie o inicjatywie miejskiej.

Na początku pragnę złożyć głębokie ukłony i szacunek Pani przewodnik (lub, dla feminizujących - przewodniczce), która z niezwykła sympatią i uśmiechem ogarnęła blisko setkę ludzi, tak, że nikt się nie pogubił i nie pozabijał. Tym z Was, którzy odczuwają przesyt Jeżycami, powiem: bujajcie się! :) Nie, żartuję, To co powiem naprawdę, to to, że zwiedzanie odbywa się też na Śródce i Chwaliszewie, czyli w miejscach poddanych programowi rewitalizacji - zarówno w odmianie "twardej", jak i "miękkiej" - przez zmienianie świadomości mieszkańców. Jakby ktoś miał ochotę, to - sądząc po klasie dzisiejszej przewodniczki - warto. Śródka za dwa tygodnie, potem akcja pauzuje na zimę. Prawdopodobnym jest, że wróci.

Nie mam dziś w planach referatu z historii dzielnicy i miasta. Są zresztą mądrzejsi ode mnie w temacie. Faktami historycznymi nie będę Was zanudzać, bo nawet nie zdołałam wszystkiego zapamiętać. Dwa spacery w ciągu dwóch dni, miliony dat i na bieżąco układanie w głowie niniejszej wypowiedzi - no czyj mózg to wytrzyma? Wrócę do tego kiedyś, ale w rozsądnych dawkach.

Na początek przydałoby się info, że nazwa "Jeżyce" pochodzi od niejakiego Jeża lub Jerzego, właściciela wsi. Zaczyna się ona przewijać w historycznych dokumentach już od połowy XIII wieku. Historii Bambrów na tym spacerze nie było prawie wcale - było natomiast znacznie więcej o Starym ZOO.
No właśnie. Jako, że mogę się tam wybrać zawsze, nie wybrałam się tam oczywiście jeszcze nigdy. Nie urodziłam się w Poznaniu, więc ominęło mnie obowiązkowe zdjęcie na wilku, które ma każdy. Nie znam słonicy Kingi. Natomiast dzisiaj to miejsce mnie zachwyciło. Stare ZOO wygląda dokładnie tak, jak stare ZOO wyglądać powinno. Jest małe, porośnięte bluszczem... W mglistym, październikowym poranku wyglądało dość niesamowicie. Zwierzęta beczały, dzieci próbowały je naśladować, a z ulicy dobiegały odgłosy kibiców poznańskiego maratonu :) Nie przeszkodziło mi to szczególnie w odbiorze. Zaczynam kombinować, czy nie wziąć aby urlopu tylko po to, żeby tam się zgubić w ciągu dnia, dopóki jeszcze drzewa nie są do cna ogołocone. Drogie liście, dajcie mi jeszcze moment!

Stare ZOO to najstarszy działający bez przerwy
ogród zoologiczny w Polsce
 
wszystko zaczęło się w 1871 roku z okazji 50. urodzin
właściciela przydworcowej restauracji. dostał
od znajomych w prezencie małą menażerię.

wspomnienie po niedźwiedziach.
Istnieje miejska legenda, związana ze Starym ZOO. Ponoć utrzymuje się je tylko dlatego, że pod jego zabudowaniami egzystuje niebotyczna wręcz liczbowo kolonia szczurów. Lepiej już je tak trzymać, niż gdyby miały rozleźć się po mieście. Prawdy nie zna pewnie nikt. Ale jeśli nie dla szczurów, to ja serdecznie poproszę, żeby nikt nigdy Starego ZOO nie likwidował. Dla mnie.

smutny Pan Małpa. czy tam Pani.

a na obrazku wygląda na wesołego.

Grupa zwiedzających była bardzo ciepła i pozytywnie nastawiona. Starsze panie z charakterystycznym poznańskim zaśpiewem rozprawiały o wspomnieniach, które łączą je z tymi miejscami. Rodzice tłumaczyli dzieciom, dlaczego ulica Zwierzyniecka nosi taka nazwę i co znajduje się za murem. Oczywiście, jak w każdym tłumie, tak i w tym znalazła się perełka :)
Pani niezadowolona otrzymała w mojej głowie miano Pani Halinki. Wyobraźcie sobie, jak takim typowym, urzędniczo-okienkowym i pretensjonalno-znudzonym tonem wykłóca się: "Ale Pani za cicho mówi! Ja nie wiem, to w końcu ta pierzeja czy tamta?! Bo Pani mówi, że ta, ale oni pokazują, że tamta, to która w końcu?! No nic nie słychać!". Nie wiedząc, gdzie oczy podziać, wymieniłam tylko ze stojącym obok starszym Panem porozumiewawcze uśmiechy. Pan zresztą przesympatyczny, porozmawiał ze mną chwilę o nierównych chodnikach, jeżyckich kościołach i podał rękę przy schodzeniu z  murku, tłumacząc, że "Wychowała go babcia, a ona zawsze kazała pomagać kobiecie przez podawanie ręki". Jak wspomniała Pani Halinka, problemy ze słyszalnością były rzeczywiście, ale trudno, żeby było inaczej przy tak dużej grupie. Parsknęłam śmiechem, kiedy kolejna kobieta koło mnie też zaczęła narzekać, że nie słychać. No rzeczywiście, panowała cisza - głownie dlatego, ze przewodniczka jeszcze nie zdążyła z siebie wydobyć ani słowa :)

Żelaznymi punktami spaceru były dwa kościoły: Garnizonowy pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i Najświętszego Serca Jezusa i Św. Floriana. Większość z Was kojarzy pewnie lepiej ten drugi, przy Kościelnej - jest bardziej widoczny, no i Peja brał tam ślub :) Zanim zezwolono na budowę tej neoromańskiej świątyni, mieszkańcy Jeżyc musieli śmigać na Św. Wojciech co niedziela. Kościół Garnizonowy znajduje się przy Szamarzewskiego i wcześniej służył wyznawcom religii ewangelickiej. Stąd też jego charakterystyczne dla tego obrządku wnętrze. Trzecia ceglasta wieża, która góruje nad dzielnicą to budynek szkoły przy Słowackiego. Powstał on już jako placówka edukacyjna, w reakcji na galopujący przyrost młodych jeżyczan i palącą potrzebę ich germanizacji na początku XX wieku.

grota loretańska na tyłach kościoła przy Kościelnej.

kościół przy Szamarzewskiego.
Dzisiejsza wycieczka miała znacznie mniej punktów, ale te zaprezentowane omówione zostały arcydokładnie. Podobno formuła ma się odrobinę zmienić i w przyszłym roku planowane jest to i owo z historii poznańskich Bambrów na przykład.
Będę czekać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz