Zaczęłam odnosić niejasne wrażenie, że skończyło się moje szczęście do dziwacznych taksówkarzy.
Każdy, na którego trafiałam ostatnimi czasy, siedział cicho jak trusia, ograniczając słowa do powitania, pożegnania i kwoty. Albo nawet całkiem do zera, zamiast wysokości rachunku używając sformułowania "yyy..." i wskazania paluchem. Jak się jednak okazuje, świat kumulował energię aby mi w odpowiednim czasie wynagrodzić. I to z nawiązką.
Już kiedy wsiadłam, uznałam, że będzie ciekawie. Muzyka rozkręcona była na absolutny full,a pan - przekrzykując pulsujący bit - spytał, czy muzyczka to mi aby nie przeszkadza. Generalnie nie przeszkadzała, odczułam jednakże pewien dyskomfort komunikacyjny w momentach, kiedy Pan się odzywał. W związku z powyższym zaznaczyłam uprzejmie, że albo muzyczka albo pogawędka, obu naraz to się musi nie da. Na takie dictum acerbum Pan uznał, że on to ZAWSZE woli pogadać z klientem. I gadał, choć nie wiem, gdzie przewidział miejsce na klienta, chyba przy "do widzenia" i "dzień dobry". Listę plag w monologu można streścić w następujący sposób:
- Dlaczego pada śnieg? To skandal, bo...
- ...koszmarnie ślisko dzisiaj na drodze. I w ogóle...
- ...po co Ci ludzie się tak spieszą. Lepiej wyznawać dewizę: "byle do celu". A wczoraj...
- ...wczoraj to się w bloku na Winogradach paliło, pięć samochodów straży się zjechało, a ludzie to są koszmarne sępy, że się tak zlatują popatrzeć, szukają dramatów. Tak jak ten dramat...
- ...przy Mieszka I, pomiędzy ulicą a trasą pestki, już na wysokości Batorego. Tam mieszka w namiocie bezdomna kobieta. Państwo ją oszukało i dlatego w namiocie. Ale gdyby odebrała zaległą emeryturę, stać by ją było na mieszkanie z balkonem. Jak żyć w takim państwie...
- ...gdzie nawet wiosna nie chce przyjść?
Ale najbardziej podobało mi się ostatnie:
- Bo ja, proszę pani, to zawsze cicho siedzę i nie komentuję. Przecież ja nigdy w życiu na nic nie narzekałem!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taksówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taksówka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 10 lutego 2015
sobota, 14 grudnia 2013
Zespół jednego przeboju
Każdy chyba zgodzi się ze mną, że kierowcy taksówek dzielą się na kilka różnych kategorii. Są tacy, którzy nie odzywają się ani słowem, wzbudzając w was poczucie, że oto przypuszczalnie siedzicie właśnie w samochodzie-widmie, jadącym przez ciemny las i mgły do miasteczka Salem, Massachusetts w akompaniamencie wycia wilków (przynajmniej macie nadzieję, że to wilki). Są tacy, którym buzia się nie zamyka - i tu rozróżniamy podgrupy: malkontenci ze skrzywieniem socjologiczno-politologicznym, fani sportów wszelakich, meteorolodzy, eksperci topografii i historii miasta z zacięciem przewodnika-oprowadzacza oraz ludzie typu "całe życie w 5 minut". Zdarzają się ponadto egzemplarze ciekawskie i wścibskie, które starają się prowadzić wywiad z pasażerem - czasami miksują się z jednym z podtypów gaduły. A ja mam szczęście do taksówkarzy-melomanów.
Jakiś czas temu jechałam taksówką na dworzec. Z Jeżyc niedaleko, krótki kurs, pan przyjechał na czas. Wszystko gra i trąbi. Jak wsiadłam zostałam nawet zapytana, czy lubię muzykę klasyczną. Owszem, lubię. I czy nie mam nic przeciwko słuchaniu jej w taksówce. Absolutnie nie mam. W związku z czym pan uznał, że puści mi coś specjalnego i wyjątkowego, o ile potem powiem mu, jakie mam zdanie na temat tej piosenki. Okeeej, robi się dziwnie, no ale dobra. Powiem. Jedziemy, słuchamy i docieramy na miejsce w połowie utworu. Kierowca zatroskany, że jak to tak, to się nie godzi, żebym miała nie dosłuchać do końca. W porywie dobrego serca jeździł więc tak długo w kółko po placyku przed dworcem, aż nie wybrzmiał ostatni dźwięk. Nie doliczając tego do rachunku! To się dopiero nazywa miłość do muzyki :)
Ten rodzaj melomana, jak się jednak okazuje, to była postać łagodna i nieszkodliwa. Wracałam wczoraj o późnej porze do domu, nastrojona dość pozytywnie po różnych tańcach, hulankach i swawolach. Taksówkarz coś tam już niby zaczął mówić (typ socjologiczno-politologiczny, nawiasem mówiąc), ale w tym momencie z radia poleciały pierwsze nuty hitu niejakiej Kayah z niejakim Bregoviciem o wdzięcznym tytule Prawy do lewego. Pan, pełen nadziei, spytał czy może "podgłośnić" i poparł to błagalnym spojrzeniem we wsteczne lusterko. Pewnie, podgłaśniaj pan.
Tylko, kurcze. On naprawdę się do tego pozwolenia przywiązał i wziął je dosłownie :) Jechaliśmy przez miasto z biesiadnym hitem, rozkręconym na całą epę... Ukoronowaniem całości był sam taksówkarz, którego wokal przebijał się przez Kayah tu i ówdzie. Wstydź się, Kayah! :)
Co więc pozostało mi zrobić w wesołej taksówce przy takim muzykującym tercecie?
Nic, tylko kwartet ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)