Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszewskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszewskiego. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2015

W dzień handlowy

Jedno popołudnie.
Dwie godziny spaceru.
Tak wiele radości.

 Przed Wami wieści handlowe prosto z jeżyckich ulic!

sok z parówek z mięsem gęsim - mniam!
jeśli mam być szczera, to zimy nawet za darmo nie chcę.
rymy tworzymy. 
no i niech ktoś powie, że to nie jest promocyjny strzał w dziesiątkę!

A na sam koniec...

...jesteście w ukrytej kamerze :)

wtorek, 8 lipca 2014

Zjedzanie Jeżyc: Knajpka na Fyrtlu

Przyszło mi ostatnio do głowy, że Szamarzewskiego to już naprawdę niejako reprezentacyjny jeżycki deptak. Nie dość, że przy projektowaniu przestrzennym chyba wzięli pod uwagę element społeczny, bo chodniki szerokie na trzech rosłych karczków i z błyszczącego nowością (niczym złoty łańcuch) poz-bruku, to jeszcze lokali wyrosło przy ulicy co niemiara. Postanowiłam więc stanowczo postanowić stołowanie się przy wolnych dniach na tzw. mieście. Z inspiracji tym oto postem, padło ostatnio na Knajpkę na Fyrtlu, która co prawda na Szamarzewie nie jest, ale właściwie to całkiem nieopodal.

Teraz będzie wstydliwe wyznanie. Mimo, że mieszkam w Poznaniu już nieomal osiem lat, nigdy - powtarzam, NIGDY - nie jadłam jeszcze pyrów z gzikiem. Wiem, co to pyry i wiem, co to gzik i generalnie trudnym nie jest, aby sobie ten smak wyobrazić, ale jakoś no... Nigdy się nie złożyło. Tym bardziej się cieszę, że mogłam przeżyć ten swój podniosły pierwszy raz akurat tam, w obecności miłych i życzliwych osób ;)

To, co podoba mi się tam bardzo, to ściany. A właściwie - plansze na ścianach. A właściwiej - napisy na planszach, które stanowią mały słowniczek gwary poznańskiej. Pałaszując kopiastą porcję sztandarowo wielkopolskiego dania (wielką jak dla słonia), sprawdzałam sobie radośnie własną, osobistą znajomość tutejszego dialektu. Z dumą mogę powiedzieć, że jak na element napływowy, szło mi dość niesamowicie.

Sporo ludzi wpadało po obiad na wynos, wychodzący żegnali się serdecznie i obiecywali, że wrócą raz jeszcze zjeść obiad na tej miśnieńskiej porcelanie, która - zupełnie nielogicznie - przypomina styropianowe talerzyki. Było przeserdecznie i pysznie. Mogę powiedzieć, że gzik był właściwie lepszy niż u babci. I to będzie na pewno prawda, bo żadna z moich babć nigdy mi gzika nie zaserwowała :)
I podobno warto tam wpaść na kaczkę!

komu przetłumaczyć? :)
Knajpka na Fyrtlu, Kraszewskiego 7

środa, 2 lipca 2014

Pochwała grzeczności

Niewiele jest rzeczy, które lubię bardziej niż kupowanie ziół, bukietów i kwiatów na Rynku Jeżyckim. Żeby dać tu jakieś wiarygodne porównanie, to hmm... Powiem może tak: lubię szczeniaczki. Ale dla wywołania podobnego uśmiechu radości, szczeniaczek musiałby siedzieć w koszyczku, mieć kokardkę, lizać sobie łapkę różowym jęzorkiem, nieporadnie merdać ogonkiem, rozczulająco klapnąć na kuper i kichnąć. No i, oczywiście, w koszyku poza nim powinno być zeskładowane jeszcze jakieś dwa kilo czekolady.
Z karmelem.

Dużą radością było wczoraj dla mnie wybieranie bukietu na prezent urodzinowy, zwłaszcza, że kwiaciarki - i te legalne i te przycupnięte na obrzeżach targowiska, prześcigają się wręcz we florystycznej pomysłowości. Zdziwilibyście się, jakie zastosowanie mają zwykłe klonowe liście i że można je opchnąć za całkiem przyzwoite siano. Uzbrojona w zgrabny bukiecik i uśmiechniętą mordkę, walcząc po drodze z nierównym chodnikiem, obrałam wreszcie azymut na umówione wcześniej z koleżanką miejsce docelowe (żarcie w wegańskim Wypasie, ale o tym jeszcze opowiem przy okazji - są tak eko, że mają nawet jadalne talerze!).
Po drodze minęło mnie dwóch Panów Meneli, sprzeczających się zabawnie na temat tego, któremu z nich niosę bukiet i dlaczego nie temu drugiemu ("Bo za brzydki jesteś!"). Hola, hola, moment! Odparłam grzecznie, że przykro mi bardzo, ale nie tym razem, bo kwiaty dedykowane są koleżance.

- To niech zgadnę. Koleżanka Emilia?

No i tu mnie przytkało. Bo to jak w morde strzelił rzeczywiście to Emilia rzeczone urodziny obchodzi, ale ani nie podejrzewam jej o takie jeżyckie znajomości, ani - tym bardziej - Pana o zdolności parapsychologiczne i czytanie w moich własnych myślach. To mogłoby być zresztą ciężkie przeżycie.
Na szczęście, Pan zreflektował się chyba w moim cokolwiek ogłupionym wyrazie twarzy, bo zaczął wyjaśniać:
- Wczoraj przecież było Emilii, wiedziałem, że to dla niej! A pani to w ogóle fajna dziewczyna jest, nie krzyczy pani, że pijaki panią zaczepiają, tylko kulturalnie pani rozmawia. To życzę wszystkiego najlepszego i miłego dnia.

Koniec końców, Emilia rzeczywiście okazała się być Emilią nie tylko urodzinową, ale i imieninową. Oto więc dowód na to, że pozytywne podejście do życia i ludzi może uratować Was od towarzyskiego faux pas!
Brać przykład!

piątek, 17 stycznia 2014

Linia serca

Jeżyce. Rano. Przystanek autobusowy. Taka sytuacja.

Siedzę i czekam na autobus. Na przystanek przychodzą co i rusz nowi ludzie, sprawdzają rozkład i zastygają w oczekiwaniu. Normalne, przystanki często służą do zastygiwania. Wraz z innymi podchodzi łysiejący facet w wieku mocno podtatusiałym, w wielkiej, niebieskiej puchowej kurcie i z reklamówką jakiejś sieciówki w dłoni. Nie sprawdza rozkładu, tylko lokuje się w dogodnym punkcie obserwacyjnym.
I łypie na mnie okiem.

Łypnął raz, drugi, trzeci. Dobra, czekam. Czekam, bo wiem, że...

- Przepraszam, czy ja mogę o coś spytać?
- (Nie powiem, żebym czuła się zaskoczona) Proszę bardzo.
- Wolny, samotny, na kawę bym się umówił...

Ech, mój dobry człowieku... Ja bym była sławną i bogatą, długonogą blondynką, gdyby to tak działało.

Odpowiedziałam grzecznie, że dziękuję za zainteresowanie, ale nie skorzystam niestety, spieszę się, wiadomo: praca - siła wyższa. Facecik sobie poszedł, a z mojej prawej strony dobiegło jeszcze tylko tęskne wyznanie dziewczyny, która stała obok:

- No kurde, nic, tylko 64 jeździć...

czwartek, 9 stycznia 2014

Gabinet osobliwości

Spacerując po Jeżycach można się czasami poczuć niczym szpieg z Krainy Deszczowców (karramba!) na misji zleconej przez Największego Deszczowca. Niczym Marco Polo, który pierwszy raz przemierzał Państwo Środka. Niczym poszukiwacz... no, może nie od razu ZŁOTA, ale z całą pewnością rudy jakiegoś solidnego, użytecznego metalu. Trzeba jedynie dobrze się przyjrzeć, aby na murach znaleźć wspaniałe przejawy Sztuki (co prawda przypominające bardziej malowidła z Lascaux niż freski mistrza Leonardo, ale hej - w różnorodności tkwi piękno!) czy przykłady niebanalnych aranżacji przy użyciu pozornie zwykłych przedmiotów. Wiem co mówię. Wystarczyły dwie godziny spaceru, aby utwierdzić się w przekonaniu, że wyobraźni to tutaj z całą pewnością nie brakuje :)
 
sklejamy pęknięte mury?
alarm! obcy w kratce wentylacyjnej!
rura opatulona na zimę.
ptak ma w kuprze sesję zdjęciową.
dialogi. Jeżyce.
obstawiam naukę do sesji.
przygarnij ps.. lw.. zwierzę.
ktoś pomylił z choinką?
spożywania produktów bezalkoholowych nie przewiduje się.
Uliczna Instalacja z Kanapą.
ekskluzywne cegły. markowe.
...rodzaj ostrzeżenia?
Prosiaczku, wiejemy. tam jest świat!

środa, 6 czerwca 2012

marketing szeptany

Kraszewskiego. Stoję w kolejce do bankomatu bardzo popularnego banku. W długiej kolejce. Przede mną starsza kobitka. W pewnym momencie podchodzi do niej znajoma jakaś i odzywa się w te słowa:

- Ty wiesz, Krysia...? Zmieniłam ostatnio bank. I już nie muszę stać w kolejce do bankomatu!

Mogę się założyć, że gdyby usłyszał to spec od reklamy owego banku, podskoczyłby z radości pod sufit. Choć brzmiało to jak wyświechtany slogan, było jak najbardziej szczere - no i skuteczne. Społeczny dowód słuszności. Aż mnie wierci w środku z ciekawości, czy Krysia też zdecydowała się zmienić bank :)