Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Andrzejewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Andrzejewski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 września 2013

Jeżyce Story: Buntowicy. Opowieść o słoniach.

Muzyka jest filozofią mojego życia.

Wydaje mi się, że wcale nie chodzi o muzykę. Tylko o pasję. O coś, w czym można zatracić się do końca i przez to poznać siebie tak naprawdę. Co nas definiuje i tkwi gdzieś głęboko. Życie Krzysztofa, melomana z Jeżyce Story: Buntownicy, ułożyło się akurat wokół czterech nut beethovenowskiej symfonii. Ale to absolutnie nie musi być reguła.

Oczywiście musiałam zbuntować się przeciwko ustalonemu porządkowi i przygodę z serialem teatralnym zaczęłam od Lokatorów :) Mimo tego, że właśnie Buntownicy stanowią pierwszą część cyklu Jeżyce Story, o którym wspominałam już wielokrotnie, a i teraz spełniam swój kronikarski obowiązek.
Ten odcinek jest... no, przede wszystkim jest męski. Jest o buncie. O dorastaniu. O nakazach i ograniczeniach i szukaniu własnej ścieżki. Nie wiem, czy sprzeciwianie się zakazom to domena mężczyzn. Może po prostu w ich przypadku walka o wolność jest bardziej bezwzględna i brutalna, więc rzuca się w oczy? Na to wskazywałby, przedstawiony w sztuce, konflikt Tomka i Zygmunta, syna-anarchisty i ojca-wielbiciela porządku. Być może coś w tym jest.

Chapeau bas dla Pawła Binkowskiego za rewelacyjną kreację Peji Ryszarda! Nie wiedziałam, czy mam się bardziej śmiać czy dumać nad tym, że niektóre słowa i myśli bardzo mnie zaskakują. Pozytywnie, oczywista. Świetnie zagrana postać, wspaniałe gwarowo-rynsztokowe słownictwo, rzucane z niezwykłą naturalnością. Trudna opowieść o dzieciństwie, alkoholu i szarpaninie z losem. Gdybym wracając ze spektaklu spotkała mego szanownego Sąsiada, to chyba nawet spytałabym go, jak się czuł, kiedy oglądał "siebie" w teatrze. Niefart, nie spotkałam.

Słoń jest symbolem pierwszego odcinka.
Mały Cohn to słoń indyjski, który na początku XX w. zjawił się w Poznaniu wraz z cyrkiem Sarassaniego. Wytresowane, cyrkowe zwierzęta słuchały potulnie swych poskramiaczy i robiły sztuczki, aby ucieszyć publiczność. Cohn postanowił zerwać się na trochę, choć jego wolność miała prawo trwać tylko chwilę. Po niesławnej ucieczce zwierzęcia i jego brutalnym schwytaniu, Sarassani (w rzeczywistości pełen ordnungu Niemiec, nie mylić z Włochem) zadecydował o podarowaniu słonia miastu Posen, z przeznaczeniem do ogrodu zoologicznego w dzielnicy Jersitz. Historia stworzenia, które pragnie wyrwać się z niewoli i które pamięta każde zadane mu uderzenie, przewija się przez całą sztukę. Przewija się w postaci Edyty Łukaszewskiej z maską na twarzy. W historii naocznego Świadka słoniowej ucieczki i opowieściach Tresera. Wreszcie - poprzez niemy film, puszczany na ścianie.
Bolesne jest to pragnienie wolności, bolesne także z fotela widza, który zadaje sobie pytanie: "Jak to? Jak to - nie można żyć po swojemu?". I zaraz potem zaczyna zastanawiać się nad własnymi ograniczeniami.

Puenta jest krótka. Miasto Kobiet było lepsze. Ale w ten męski świat też warto się zanurzyć.

A teraz ogłoszenie. Dla wszystkich, którzy żałują siana na bilet do teatru, twórcy Jeżyce Story przygotowali niespodziewajkę :) Już 6 października będzie można zobaczyć aktorów całego cyklu na - gdzieżby indziej! - Rynku Jeżyckim. O szczegółach dowiecie się, robiąc klik tutaj.
Mam nadzieję, że do zobaczenia!

poniedziałek, 19 listopada 2012

Oda do Jeżyc

Tak to już jest, że Kraków ma swojego Grzegorza Turnaua, speca od zwijania mokrych dywanów na Brackiej; Warszawa - Beatę Kozidrak - która "mówi tak, mówi mówi" i "czasem jest dziwna jak to miasto"; Kielce - Liroya, zwanego też Scyzorykiem, w tej krainie latających siekier. Ogólnie o ezoterycznym Poznaniu śpiewał Grabaż w Pidżamie. Ale Jeżyce mają wszak swojego Peję Ryszarda. Na wyłączność.

Myślę, że można go wręcz nazywać "jeżyckim bardem" i na pewno się nie obrazi, bo to swój chłop. Ba! O sobie rapuje, że jest "księciem Jeżyc". Dziś mnie natchnęło muzycznie i pogrzebałam sobie w sieci, co to też mogło o Jeżycach powstać. I się dogrzebałam. Co ciekawe - nie tylko do rysiowego gangsta rapu, ale również do dźwięków zgoła innych, aczkolwiek wciąż przedstawiających tę przeuroczą, secesyjną dzielnicę w świetle białego dresu, odbijającego blask reflektorów z beemki. Po tuningu.

To dajemy.

 
 Slums Attack - Bronx

To Bronx, to Bronx - inaczej Jeżyce - ciekawam, który z przedstawicieli szlachetnego narodu amerykańskiego byłby w stanie wymówić nazwę tej dzielnicy. Wiemy więc, że Bronxu na Jeżyce przechrzcić się nie da, odwrotnie też bym nie próbowała. Poświęciłam się i kawałek przesłuchałam cały, nawet dwa razy. Ot, wytwór Slums Attack z '94/'95 roku. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach :)
Przykład?
ta dzielnica kipi nędzą nienawiści
zapchane rynsztoki, krew płynie kanałami
wypierdalaj stąd białasie i nie przychodź tu pijany

 
Rychu Peja - Staszica Story Cztery
  
Staszica Story ma jakieś milion części, których nie jestem w stanie objąć rozumem. Pierwsza to 1996 rok, piąta - 2012. I zwie się "Witamy w syfie". Na czwóreczce znowu słychać niewątpliwe wpływy zza oceanu i inspirację zgniłym kapitalizmem:
Na Jeżycach syf, jak w Detroit 8 mila
Tu wystarczy jedna chwila, by zwycięzca był przegranym
To kalejdoskop zdarzeń często złych, niespodziewanych


Kimkolwiek jest Syku - podobno jakiś raper lokalny. 
O Jeżycach się mówi, o nich się słyszy,
że degeneracja, złodziejstwo, penerstwo osiąga szczyt

Corsini, Durski, Kuzyn - My name is Jeżyce

A to jedyne odkrycie w nieco innym klimacie. Chociaż... czy tak znowu bardzo? To, że nie ma tu DJ Decksa, który zapodaje bity, wcale nie zmienia sensu. 
Na Wildzie mieszka szatan,
każdy wie o tym na ulicy.
Ale nie wie, że go (słowo na k, którego nie umiem odcyfrować)
wyjebali z mej dzielnicy
Ech. To ja swoją piosenkę napiszę w takim razie. Skoro oni mogą, to ja chyba też.

piątek, 6 lipca 2012

Z serii sławni mieszkańcy Jeżyc: Peja

Jak się okazuje, jest nas więcej. To znaczy nas - wielbicieli Jeżyc.
Pamiętam wycieczkę z klasą do Warszawy, całe dziesięć lat temu. Z dyktafonu puszczaliśmy wtedy muzykę - a "Głucha noc" była absolutnym hitem. Zresztą, właśnie wtedy tryumfy święciła płyta składu Slums Attack "Na legalu?". Peja był znany wszystkim nastoletnim wielbicielom kultury hip-hopowej, która wówczas była bardzo popularna. I kto by pomyślał, że po latach idol z lat cielęcych stanie się moim sąsiadem? :)

"Z biedy Peja się wywodzi", jak śpiewa sam zainteresowany. No tak, wychował się na ulicy Staszica, która nawet teraz nie jest zbyt zachęcająca. Zresztą, ulice: Wawrzyniaka, Staszica i Polna, uważane są za tzw. Trójkąt Bermudzki. Znaczy się - wchodzisz, ale już nie wychodzisz. Choć, po prawdzie, jak dotąd nie miałam żadnego problemu, nawet po zmroku. Ale odpukać. Tfu, tfu.

Ok, do rzeczy. Peja urodził się jeszcze jako Ryszard Andrzejewski. W latach '90 amatorsko zaczął tworzyć muzykę, W 1993 roku z Icemanem założył Slums Attack. Potem miał krótki romans z Nagłym Atakiem Spawacza, gdzie zdissowali Liroya, aż mu w pięty poszło. No i poszło - Slums Attack został dostrzeżony i wydał dwa tytuły. Potem Latkowski nakręcił swoich "Blokersów" (chyba obejrzę raz jeszcze, tym razem z jeżyckiej perspektywy - bo tu przecie prawie nie ma bloków). No i wreszcie - ukazało się "Na legalu?", wspomniane wyżej, które pokryło się platyną. Potem było różnie: koncerty, oskarżenia, dissy, podejrzenia plagiatu, brak tantiem, rozwiązanie Ski Składu, "Reprezentuję biedę" i "Życie kurewskie", pojednanie z Killaz Group, koncerty raz jeszcze, projekt Rychu Peja SoLUfka. I zadyma na koncercie, kiedy Rychu rzucił w stronę fanów: "Wiecie, co z nim zrobić" (szczegóły: tutaj).

Peja zawsze powtarza, że z Jeżyc się nie wyniesie, bo kocha to miejsce. Na Staszica już nie mieszka, choć niedaleko. Często opowiada o swoim lokalnym patriotyzmie. W MTV Cribs pokazuje pusta lodówkę i trzypokojowe mieszkanie, które mu zupełnie wystarcza. Nie ma prawa jazdy. A z Decksem gada, stojąc topless na balkonie (true story!). Taki jeżycki chłopak z niego :)

Wszelkie biograficzne info czerpałam z oficjalnej strony Slums Attack. No i nie mogłam sobie odmówić...



edit: Obejrzałam "Blokersów". Rzeczywiście, brama na Szamarzewskiego, w której siedzą "chuligani", wciąż jest okupowana przez menelstwo różnego typu. Ciekawe, czy to Ci sami kolesie...? A Peja (jeszcze w wersji "chudy szczaw") miał jakiś niejasny związek z Ratajami, nieładnie...