poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zjedzanie Jeżyc: Yeżyce Kuchnia

Był taki moment, że na Szamarzewskiego czuć było jakieś napięcie, jakby coś się zbliżało, powstawało, rosło... No i wyrosło wreszcie: o Blubrze już pisałam, o kwiaciarni "Kwiaty i Miut" wspominałam przy okazji Rynku Opowieści Jeżyckich. Ba! Na Szamarzewie nawet chodniki naprawili i ławeczka stoi. Chyba tylko jedna, ale za to bardzo ławeczkowata. 
Być może część z Was kojarzy też Yeżyce Kuchnia, ten ich hipsterski logotyp i hipsterską miejscówkę w starym, przeszklonym budynku po lumpeksie, tuż obok sklepu ezoterycznego i hurtowni elektrotechnicznej. Ze slow-foodowym menu, wypisanym - a jakże! - hipstersko na tablicy za pomocą kredy (bo to takie vintage i eko). Jeśli nie kojarzycie - koniecznie zacznijcie. Przez Yeżyce Kuchnia zapragnęłam być hipsterem do końca moich dni. O ile tak właśnie karmi się tę kastę ;)


uszanowanko Yeżyce!

Wystrój tego miejsca jest trochę stołówkowy, teoretycznie przypadkowy, ale to tylko pozory. Niech Was nie zwiedzie wygląd stołów i krzeseł, bo nawet ich niedopasowanie jest doskonale zaplanowane. Mimo początkowego hejta, podobało mi się to, że całość jest przeszklona. Choć z zewnątrz wygląda to niekoniecznie pociągająco, to w trakcie kolacji mogłam nieustannie mieć fyrtel na oku. A wiadomo, że bez mojego oka to się nic tam zadziać nie może :)

Jedzenie - klasa. Próbowałam zapiekanki jeżyckiej z ziemniaków i mielonego mięsiwa (oszczędzę szczegółów wegeludziom) z prawdziwym sosem z prawdziwych pomidorów - i  na bank były to szczęśliwe pomidory, hodowane w ludzkich warunkach. Próbowałam też wątróbki kaczej (!) podanej na brukselce (!!) z gruszką (!!!) i ziemniakami, pieczonymi w mundurkach z rozmarynem (!!!!). Owszem, jestem zboczeńcem i lubię wątróbkę. Brukselki nie lubię, ale całe to danie w połączeniu dało wielce zacny efekt. Do paszy miła pani za ladą poleciła piwo Kejter z poznańskiego browaru SzałPiw. Opatrzone adnotacją z wuchtą chmielu. Nie jestem ekspertem od piwa, ale było przyjemne i lekkie. A do tego na etykietce stoi, co następuje: Po wielgachnej gisówie, na szagę bez pole i łodemkniętą uliczkę, przyknaił sie nóm do antrejki mały kejter. Chebać już zostanie. Urocze.


no i miałby kto serce powiedzieć jakie złe słowo? :)

Jadło w Yeżyce Kuchnia to - jak knajpa sama określa - połączenie tradycyjnej kuchni z kuchnią fusion. Dlatego nad wątróbką nie unosi się stereotypowo artystyczny nimb smażonej cebuli. Zamiast tego na talerzu ułożone są płatki kwiatów. U tradycjonalistów wywołać może to przynajmniej łagodny atak apopleksji - a już nerwowe drganie powieki to na pewno. Niesłusznie.
Menu pojawia się codziennie na tablicy. Są pozycje lunchowe, są te oznaczone jako "vegan". Są sałaty z granatem. Są wynalazki typu: wołowe policzki, ale znajdzie się i mniej szalony gzik. Zdecydowanie warto, wiara!

A nazwa "Yeżyce" podobno dlatego, że "Jeżyce" są zbyt dosłowne. No i w nawiązaniu do dawnego Yssycz. Jak zwał, tak zwał - jak na razie żadna knajpka mnie nie rozczarowuje. 
Po tej stronie.
Yeżyc :) 

Słowniczek: 
kejter - pies
gisówa - ulewa
na szagę - na przełaj
uliczka - furtka
przyknaił - przywlókł
antrejka - przedpokój

2 komentarze:

  1. Bardzo fajne miejsce, bardzo barwna impresja ze zjedzania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najbardziej "bardzo" to była kasza :)

      Usuń