Tak sobie myślę, że Rynek Jeżycki w sobotę to chyba taki rytuał. Jedna z niewielu rzeczy, od których mogę się uzależnić. Nawet jak lodówkę mam wypchaną jadłem wszelakim, to i tak w sobotę rano idę na spacer na Rynek. Panuje tam świetny klimat i - doprawdy - nie wiem, co zrobię zimą.
Kilka już razy widziałam charakterystycznego, starszego faceta - brudny, ze skołtuniona brodą. Wygląda na bezdomnego. Tym razem jednak facecik nawiązał kontakt.
Stałam w kolejce do jednego ze straganów z owocami, kiedy podszedł i do mnie i cichym, żałosnym, przepraszającym tonem zapytał, czy nie kupiłabym mu czegoś do jedzenia. Dość odruchowo powiedziałam, że nie ma sprawy, po czym po namyśle zapytałam - czy może coś konkretnego. I tu zaczęła się litania. Bo on lubi banany, ale bananów nie może, bo jest bezglutenowcem. Więc może arbuza? On bardzo lubi arbuzy. Tylko, żebym wybrała takiego czerwonego w środku. To znaczy, jakiegokolwiek kupię, taki będzie dobry, ale żeby może tego czerwonego, bo one takie słodkie o tej porze roku. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam, czy śmiać się czy co zrobić. Człowiek głodny raczej nie wybrzydza prawda? Ale co tam. Ja od 5 złotych nie zbiednieję, a jak tu odmówić człowiekowi jedzenia (a raczej picia, bo arbuzem to się na długo nie posili). W momencie, kiedy kupowałam facecikowi arbuza, on już miał ugadaną następną osobę w kolejce i obwąchiwał czereśnie :) No, niezły biznes. Może sama się tak ustawię następnym razem.
Zresztą. Niech mu będzie na zdrowie :)
sobota, 30 czerwca 2012
sobota, 16 czerwca 2012
sezon na czereśnie
Typowa sobota na Rynku Jeżyckim. Wszyscy robią zakupy. Jednocześnie.
Łażę więc między straganami, z prawej i lewej atakują góry dobra owocowo-warzywnego. Myślę sobie: „No tak, czerwiec, ciepło, słońce, Euro (nie pytajcie mnie, jaki to ma związek, ale teraz wszystko ma związek z Euro) – należałoby nabyć czereśnie. Drogą kupna".
Rodzajów mnóstwo. „Krajowe”. „Sercówki”. „Słodkie”. „Bardzo słodkie”. Wreszcie trafiłam na taki, które bez wątpienia będą mi smakować.
Łażę więc między straganami, z prawej i lewej atakują góry dobra owocowo-warzywnego. Myślę sobie: „No tak, czerwiec, ciepło, słońce, Euro (nie pytajcie mnie, jaki to ma związek, ale teraz wszystko ma związek z Euro) – należałoby nabyć czereśnie. Drogą kupna".
Rodzajów mnóstwo. „Krajowe”. „Sercówki”. „Słodkie”. „Bardzo słodkie”. Wreszcie trafiłam na taki, które bez wątpienia będą mi smakować.
![]() |
| empirycznie sprawdzone - rzeczywiście nie było :) |
sobota, 9 czerwca 2012
kochamy jak Irlandię
Jakaś irlandzka grupa kibiców zrobiła sobie punkt zbiorczy tuż pod moim blokiem. Poznać ich nietrudno, bo po zielonym. Tym samym Pan Menel, tubylec, postanowił nawiązać z nimi kontakt. Początkowo coś tam opowiadał o Lechu, o Poznaniu, o stadionie, o Euro - głośno i powoli, żeby na pewno Irlandczycy zrozumieli. Dziwnym trafem nie rozumieli. Wystarczyło jednak, że w międzynarodowym języku sportu Pan Menel wypowiedział magiczne słowa "Robert Lewandowski", a nić porozumienia została nawiązana :)
Podszedł też drugi menel, widocznie głupszy, albowiem nasz Pan Menel powiedział do niego kulturalnie: "Robert, nie pierdol naszym irlandzkim kibicom jakichś głupot".
Chyba pójdę ich ratować :)
Albo nie. Zaczęli śpiewać "Bohemian Rhapsody" i piją razem piwo na krawężniku. Pełna integracja :)
środa, 6 czerwca 2012
marketing szeptany
Kraszewskiego. Stoję w kolejce do bankomatu bardzo popularnego banku. W długiej kolejce. Przede mną starsza kobitka. W pewnym momencie podchodzi do niej znajoma jakaś i odzywa się w te słowa:
- Ty wiesz, Krysia...? Zmieniłam ostatnio bank. I już nie muszę stać w kolejce do bankomatu!
Mogę się założyć, że gdyby usłyszał to spec od reklamy owego banku, podskoczyłby z radości pod sufit. Choć brzmiało to jak wyświechtany slogan, było jak najbardziej szczere - no i skuteczne. Społeczny dowód słuszności. Aż mnie wierci w środku z ciekawości, czy Krysia też zdecydowała się zmienić bank :)
- Ty wiesz, Krysia...? Zmieniłam ostatnio bank. I już nie muszę stać w kolejce do bankomatu!
Mogę się założyć, że gdyby usłyszał to spec od reklamy owego banku, podskoczyłby z radości pod sufit. Choć brzmiało to jak wyświechtany slogan, było jak najbardziej szczere - no i skuteczne. Społeczny dowód słuszności. Aż mnie wierci w środku z ciekawości, czy Krysia też zdecydowała się zmienić bank :)
piątek, 11 maja 2012
Semafor w Meskalinie
We wtorek przeszłam się do Meskaliny na maraton filmów z Festiwalu Filmów Animowanych SE-MA-FOR. Jeżeli mówię "przeszłam" to naprawdę mam to na myśli, bo był to długi spacer z Jeżyc na Stary Rynek i z powrotem.
Animacja była po pierwsze poklatkowa, po drugie zupełnie inna, niż niektórym się może kojarzyć. Nie były to bowiem bajki dla najmłodszych, zdecydowanie. Mogłam zobaczyć kilka naprawdę mocnych, wzruszających obrazów. I przekazu nie zakłócało ani trochę to, że główne role grały na przykład lalki. O wydarzeniu więcej tutaj: http://poznan.culturowo.pl/festiwal-filmowy-se-ma-for-e17467/
Można znaleźć tam tez listę wyświetlonych animacji.
A mnie ujęło "Bottle" autorstwa Kirsten Lepore. Moim zdaniem wieloznaczne. Ale nie powiem nic więcej, bo najlepiej obejrzeć i samemu wydać sąd.
Animacja była po pierwsze poklatkowa, po drugie zupełnie inna, niż niektórym się może kojarzyć. Nie były to bowiem bajki dla najmłodszych, zdecydowanie. Mogłam zobaczyć kilka naprawdę mocnych, wzruszających obrazów. I przekazu nie zakłócało ani trochę to, że główne role grały na przykład lalki. O wydarzeniu więcej tutaj: http://poznan.culturowo.pl/festiwal-filmowy-se-ma-for-e17467/
Można znaleźć tam tez listę wyświetlonych animacji.
A mnie ujęło "Bottle" autorstwa Kirsten Lepore. Moim zdaniem wieloznaczne. Ale nie powiem nic więcej, bo najlepiej obejrzeć i samemu wydać sąd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
