niedziela, 18 maja 2014

W podróży

Już zawsze będę wyjeżdżać gdzieś na majówkę. Główna zaletą majówki jest wiosna, która sprawia, że świat wygląda jakoś inaczej. Co prawda tym razem w Wilnie chowaliśmy się do kościołów dla ochrony przed wiatrem, ale lepsze to niż zeszłoroczne szukanie schronienia przed upałem we Lwowie.

Nic nie poradzę na to, że Europa Środkowo-Wschodnia kręci mnie jakoś bardziej niż rozmaite Francje i Włochy. Stolica Litwy była więc dość naturalnym wyborem. Trafiliśmy na rocznicę wstąpienia do UE i imprezę pod katedrą z tej okazji, śpiewało mnóstwo litewskich gwiazd. Tak zrozumiałam. Chyba, bo mimo najszczerszych chęci, język ten pozostał dla mnie absolutną zagadką. Nie lękajcie się jednak. Dogadać można się po polsku i angielsku bez większych problemów. A jedzenie opiera się w dużej mierze na pyrach, mące, śmietanie i skwarkach.

Z rzeczy robiących wrażenie: wzgórze Giedymina, skąd podziwiać można panoramę miasta. Cerkiew Świętego Ducha, gdzie w szklanej trumnie pośrodku złożone są relikwie męczenników wileńskich, gruby pop błogosławi pielgrzymujących, a wszystkie obrazy spowija dym z kadzideł. Urokliwa, wąziutka ulica Literacka, na której znajdują się wykonane przez rozmaitych artystów "wspomnienia" o znanych twórcach literatury: tabliczki, płaskorzeźby, napisy. Można odnaleźć tam Syrokomlę, Gałczyńskiego, Miłosza... "Czy widzicie Państwo Mickiewicza?" spytała przewodniczka jednej z wycieczek, na która się tam napatoczyliśmy. W odpowiedzi padło "Przecież tu jest pełno tych dziadów..." :)
Mickiewicz zresztą przy Literackiej kiedyś mieszkał - jak i przy tuzinie innych ulic. W wielu miejscach można natknąć się na tablice: tu pisał, tam przebywał, a stąd wyjechał z Wilna na zawsze. Człowiek ma wrażenie, że mu wieszcz z lodówki wyskoczy. W temacie wielkich dzieł polskich romantyków odwiedziliśmy też ekspozycję celi dziadowskiego Konrada, przez napotkaną turystkę określoną wdzięcznym mianem "mieszkania socjalnego".

Ale to wszystko nic w obliczu Republiki Zarzecza. Ach, Republika Zarzecza... Zarzecze - bo za rzeką, Wilejką. Do niedawna zaniedbane, najbardziej niebezpieczne miejsce, wylęgarnia marginesu społecznego. Dzisiaj odnawiane siedlisko artystów i alternatywy. No co Wam to przypomina? ;) Co więcej, artystyczna bohema skonstruowała nawet własną konstytucję, ma hymn, prezydenta, biskupa, ambasadorów, a nawet patrona - Anioła z Zarzecza, którego rzeźba stoi na wysokiej kolumnie na jednym z placów. Konstytucja Republiki Zarzecza jest wypisana na murze w kilkunastu językach - zajrzyjcie tutaj, żeby ją przeczytać. Moim ulubionym punktem jest Człowiek ma prawo umrzeć, ale nie jest to jego obowiązkiem. I jeszcze Człowiek powinien pamiętać, jak się nazywa.
I jak mogłam się w tym miejscu nie zakochać?

A, zapomniałabym. Spacerując po Wilnie, natykaliśmy się na koty w różnych postaciach. Figurki z gliny, obrazy, magnesy na lodówkę, typu: kot na wzgórzu Giedymina, kot pod katedrą, kot, gapiący się na panoramę miasta. W punkcie informacji turystycznej postanowiłam spytać, czy to jakiś symbol miasta, maskotka. Pan obsługujący odparł jednak:
- Tez nie wiem, o co chodzi z tymi kotami. Ale Rosjanie bardzo je lubią i kupują te wszystkie gadżety.
Ot, prawo popytu i podaży :)

Na sam koniec wzięliśmy dupy w Troki. Dosłownie. Podczas przystanku w Trokach największe wrażenie na mnie zrobił nie malowniczy zamek (pochodzę z dawnych ziem krzyżackich, zamków mamy na pęczki), ale drewniane, kolorowe domy. Zdjęcia wszystkiego poniżej.
Ludu, jedź na Litwę! :)

handel alternatywny do ulokowanego obok, oficjalnego rynku.
w sklepie ze słodyczami kupiłam tam spodnie. serio. :)
to ładne było.
taca to przeżytek. tak się zbiera datki na
kościół!
cela Konrada, znana także jako "mieszkanie
socjalne"
duży był wybór matrioszek :)
podwórko na Starym Mieście.
o Rusałce z Zarzecza mówi się, że przyciąga ludzi i kusi ich,
żeby zostali na Zarzeczu na zawsze.
ot, śmietnik.
zarzeczańskie (czy zarzeckie?) podwórko. 
anioł na Zarzeczu. nie ten główny, oczywiście :)
konstytucja z wycieczką w tle.
Gałczyński z Literackiej.
Gdzie filozof się zatrzymuje, artysta idzie dalej.
Jean Paul Sartre z Literackiej.
Literacka w całej okazałości.
Pan Litwin integrujący się z polską wycieczką.
Pan Litwin, śpiewający na cały głos piosenkę o Ameryce,
pykający fajeczkę i dyskutujący z Rosjanami o Putinie.
wspominałam o kotach?
chłopiec w Trokach, grający na fleciku
"Hej, sokoły!" w tonacji durowej :)
koń, jak jest, każdy widzi.
wiosna w Trokach.
ostatni przystanek: Kowno.
jak mniemam, typowa sobota w Kownie :)
na koniec - seta wódki w plastiku. naprawdę.
I przepraszam za tak monstrualną liczbę zdjęć. Mam nowy aparat ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz